środa, 7 października 2015

Jesienna moda

Jesień... Chyba najbardziej znienawidzona pora roku. Zachmurzone niebo, deszcz, częste przeziębienia. Męczarnie jednym słowem. Ja osobiście nie lubię budzić się rano, trzeba zacząć funkcjonować, a tu półmrok.
Mam jedną radę jak przetrwać ten okres- herbatka... Duużo herbatki.
Aby oderwać się od monotonni warto pobawić się stylizacjami. I jak dla mnie, jesień to okres kiedy nawet codzienna stylizacja na zakupy może przemawiać elegancją, klasą.
Chciałabym przedstawić wam kilka moich propozycji na ten ponury okres. :)

Zawsze stawiam na minimalizm w szafie. Jestem zwolenniczką ciucholandów, to jedne z lepszych sklepów z których mam wiele perełek.
Nie trzeba wydawać milionów na ciuchy żeby "jako tako" wyglądać. Z tych samych rzeczy można zrobić zupełnie inne stylizacje. Warto patrzeć na zawartość szafy kreatywnie.

Stylizacja nr 1.



Po krótce dlaczego tak:
Koszula w kratę jest uniwersalna, cały rok gości w naszych szafach. Często można spotkać w SH. Swoją mam takiego pochodzenia.  Można zawiązać ją na dole, puścić wolno lub włożyć w spodnie.
Czarne rurki ma chyba każda dziewczyna, czyż nie ? Są również uniwersalne.
Płaszcz akurat wybrałam taki, ponieważ to coś w moim stylu. Podobają mi się wełniane wdzianka, coś na płaszczy z Zary.
Botki klasyczne, czarne. Mam coś w ten deseń i na prawdę pasują do wszystkiego.
Wybrałam torbę z frędzlami, gdyż pasuje do rockowego charakteru samej koszuli. Podkreśla.. hm.. drapieżność. Musze taką mieć.
A kapelusz ? Kapelusz dla odważnych, dodaje wdzięku i klasy. Nawet w takim luźnym połączeniu.


Stylizacja nr 2.
Coś na większe wyjście.

Czarna spódnica. Mam takową, nawet kilka. Moja ulubioną kupiłam na promocji w Butiku za 13 zł. Ostatnio dorwałam też śliczną, zieloną z Georga przecenioną z 14 na 5 funtów.  Do niej mogą być uwielbiane przeze mnie czarne, grube rajstopy. 
Botki i torba z wcześniejszej stylizacji. Według mnie pasują. Wybrałam też bardziej odważną biżuterię uzupełniającą się z charakterem torby. 
Co dalej ? Bluzka, koszula, sweterek w każdym kolorze. Można też wykorzystać koszulę w kratę. 

Jestem też minimalistka jeżeli chodzi o biżuterię. Jeden naszyjnik może pasować do wielu ciuszków. Trzeba tylko robić przemyślane zakupy. Uniwersalność rzeczy a nie ich popularność! 

Daje też link do mojego lumpeksowego postu : 10 powodów dlaczego warto kupować w lumpeksach . , Ciuchowe zdobycze.

Pozdrawiam !



środa, 26 sierpnia 2015

Ciuchowe zdobycze.

Witam.
W jednym z ostatnich postów wspomniałam o lumpeksach w UK. Warto tam chodzić, bo ciuszki są jak nowe, często z metkami. Nieźle, co? W Polsce mało takich.
Przejdźmy do rzeczy. Pewnego dnia weszłam do prześlicznego ciucholandu gdzie pachniało kwiatami, a ubrania powieszone były kolorystycznie. Tak poczyniłam  zakupy za całe £5.
Może kupiłabym więcej, ale na razie się ograniczam. Szafa za mała, liczę że to się zmieni.
Wracając do tutejszych ciucholandów, same dobre i znane marki. Ludzie kupują, potem nie chodzą w tym i oddają na cele charytatywne, a no bo wszystkie ciucholandy przeznaczają ileś tam % na jakieś szlachetne cele.
Torebusie, szpile z metkami i biżuteria za grosze.
Oto co kupiłam:


Zakupy za całe £5. Bluzka w serduszka była z metką. Na pierwszej zero śladów użytkowania.
Jeżeli chodzi o tanie ciuchy to czasem warto zaglądać do Primarku. Jednak jakość daje wiele do życzenia. Koszulki po pierwszym praniu lubią się rozciągać. Co do biżuterii to jestem na tak, a butów nie testowałam ale w Primarku są cudne szpile. 
Niedawno były tam wyprzedaże i znalazłam śliczny i miękki sweter przeceniony z £12 na £3. 
Wyprzedaże też lubię. 


To tyle na dziś. Co Wy ostatnio zdobyliście w ciucholandzie ? 
Pozdrawiam !



czwartek, 20 sierpnia 2015

One day with me #1

Witam.

Dziś coś nowego, post z serii "Jeden dzień ze mną".
O co chodzi ? Przez cały dzień robiłam różne zdjęcia telefonem, gdyż ten cały czas przy mnie. Chodziło mi o spontaniczność.
Po co? Bo to rozwija kreatywność, pozwala dostrzec coś fajnego. Przy tym można pobawić się różnymi filtrami. Idealna sprawa dla osób lubiących fotografie.


Jeśli chodzi o dzień to jasna sprawą, że należy wszystko rozpocząć od śniadania. Najczęściej jem płatki, jednak zdarza mi się tez jeść czasem np. lody. 


Następnie makijaż. Na zdjęciu kosmetyki podstawowe. Podkład, tusz, zestaw do brwi i Carmex. W normalne dni nic więcej nie potrzeba. Preferuje też użycie korektora, ewentualnie brak makijażu.
Ciuszy... Najczęściej jeansy, tym razem spódnica i obowiązkowo... Trampki ! 


Potem już można wyjść do ludzi. Trzeba tylko poczekać na autobus, a on lubi spóźniać się minutę, dwie.. Ewentualnie dziesięć.


Kiedy już dotrzemy do miejsca docelowego młoda dziewczyna taka jak ją musi uważać na mężczyzn pochodzenia hmmm... tropikalnego? Lubią zaczepiać. 
Jak wiadomo, UK wyspą jest, czasem czuję się jakby leżała w strefie równikowej, gdzie biała skóra to coś odmiennego (nie jestem rasistką!)


Po drodze można napotkać coś fajnego, kolorowego. Wspomnienie z dzieciństwa.


Jest tu wiele fajnych sklepów. Warto poodwiedzać je w czasie wyprzedaży. 


Moim ulubionym jest Poundland w którym można kupić płytę Coldplay za £1. Nieźle, co?




Podejmie ktoś podobne wyzwanie ? Jeśli tak to obowiązkowo dajcie mi znać pod tym postem. Chętnie zobacze!

czwartek, 13 sierpnia 2015

Mix wszystkiego.

Hej.
Mam nadzieję, że pogoda dopisuje bo u mnie bardzo pochmurnie i wietrznie. Cały dzień  spędziłam w domu. Postanowiłam dodać dziś mały mix zdjęć z ostatnich dni. Od razu mówię, że zostały zrobione telefonem, jakość może denerwować.


Kiedyś zdarzało mi się dość często rysować czy malować. Postanowiła do tego powrócić. Powyżej moje ślimaczki. Może kiedyś pokaże więcej moich bazgrołów.





W Anglii najbardziej lubię to, że jest tu... ładnie. Bardzo dużo zieleni. Można znaleźć park z małym jeziorkiem, miejsce idealne na niedzielny piknik. 
Ważne, aby był ktoś kto chętnie wybierze się tam z wami. :) 



Mam do Was prośbę. Potrzebuję ciekawych pytań do Q&A. Liczę na Waszą pomoc :) 

Pozdrawiam ! 












poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Nowinki u Paulinki!

Hej.

Dziś będzie post o...  wszystkim. Takie babskie pitu pitu.
Od 3 tygodni znajduje się na "tropikalnych" wyspach, gdzie prawie cały czas wieje. Życie w UK mija mi powoli, w szczęściu. Gdyby tylko Ci wszyscy ludzie nie mówili po angielsku. Ale w sumie... Polski też słychać, nawet często. :)

Fajnie tu bo są lumpeksy... Dużo lumpeksów. Naliczylam 6 niedaleko siebie. Wygrywa ten, w którym pachnie kwiatami , a ubrania są posegregowane kolorystycznie. Wszystko tam ładne i niezniszczone. Jednak powiedziałam sobie "nie". Wystarczy, że w Polsce mam gromadkę ciuchów w których nie chodzę. Tu nie mam zbyt dużej powierzchni na przechowywanie ubrań. Ufff. Jak dobrze.

Ostatnio stało się coś okropnego. Mój dawniej najukochańszy podkład z Revlonu przestał sympatyzować z moją cera. Zaczął podkreślać suche skórki, mimo przeznaczenia do skóry suchej. Niefajnie i fajnie. Mialam pretekst aby udać się do Bootsa. Czas na nowinki w kosmetyczce.


Zakupiłam po raz pierwszy podkład z Rimmela. Użyłam go dopiero kilka razy, lecz wydaje się być ok. Jest lekki i całkiem dobrze kryje. Pozostawia przyjemną mgiełkę na twarzy i ładnie pachnie. Tu kosztuje ok. £8.


Zakupiłam jeszcze dwa cudeńka z Collection. Korektor Lasting Perfection i Eye Brow Kit, czyli zestaw do brwi.


Zestaw do brwi bardzo fajny. Kupiłam ten przeznaczony dla brunetek. Cienie mocno napigmentowane. Fajnie nakłada się je dołączonym do zestawu pędzelkiem. Utrwalacz (?) spisuje się świetnie. Efekt utrzymuje się cały dzień. Co do korektora to może i jest dobry tylko muszę się nauczyć go nakładać. :) 

To wszystko na dziś. Na koniec nutka polskości za granicą.


Pozdrawiam ! 




wtorek, 28 lipca 2015

Urodowo: MUA- Matowa czerwien.

Witam !
Dziś będzie recenzja czerwonych szminek z MUA (Makeup Academy) z serii Matte.
Ogólnie to uwielbiam mocne i nasycone kolory na ustach. Czy te szminki przypadły mi do gusty ?
O tym w dalszej części postu.

Szminki kupiłam bo... Wiele blogerek je polecało ze względu na niską cenę i piękny matt. Lecąc do UK uznałam, że to moje Must Have całej wyprawy. No i te śliczne kolory. Strasznie mi się spodobały w sklepowej szafie.. Ciemnej wisienki w swojej kolekcji jeszcze nie miałam, a jaśniejsza czerwień zawsze na topie.

Cena przepiękna bo tylko 1 funt (podobnie jak wcześniejsza szminka KLIK), matt genialny.



Opakowanie: klasyczne białe i dość solidne.  Szczerze, to na opakowania jakoś uwagi bardzo nie zwracam, w końcu liczy się wnętrze :) plus za podgląd koloru na krawędzi, łatwą sięgnąć po to, której potrzebujemy.

Mam odcień Wild Berry (po lewej) i Scarlet Siren.

Szminki są kremowe ale... koszmarnie się rozprowadzają. Bardzą ciężko nałożyć je na usta, są tępę.
Strasznie podkreślają suche skórki i po kilku minutach wysuszają usta.
Kolory ogólnie mi się podobają, ale pigmentacja słaba. Trzeba kilka razy szmineczkę nałożyć żeby osiągnąć mega czerwień.
Na zdjęciu widać, że szminki nie nakładają się równomiernie. 

Plus mogę dać za piękny kokosowy zapach. Do wąchania idealne !

Jeśli chodzi o dostępność to w Polsce jest dostępna w sklepach internetowych, słyszałam że czasem pojawia się w Pepco. Cena to ok 5 zł.

Nie wiem czy kupie jeszcze jakieś odcienie, może z tej innej serii. Chętnie bym je porównała.

Macie jakieś do czynienia z tymi szminkami ? :)
Pozdrawiam !


środa, 22 lipca 2015

Pogawędka o romansidłach.

Hej.
Dziś post na luzie, moje rozkminy.
Ogladałam wiele romansideł i moge stwierdzić, że czesto kończa się niezbyt przyjemnie. Szczerze mówiąc, na poczatku filmu zakładam, ze albo będą razem albo ktoś zginie.
To już taka monotonność melodramatów. Melo i dramat. Coś dramatycznie dramatycznego musi się stać. Czemu aż tak dużo tych filmów? Czy my chcemy to oglądać ? Dlaczego? Czytaj dalej.
Miłość... Wszechobecne uczucie... Dwoje ludzi, chwile uniesień, romantyzm w czystej postaci. Albo mamy już drugą połówkę i oglądamy bo... lubimy, albo jesteśmy samotni i chcemy pomarzyć.
Wiem jak to jest być samotnym, bez prawdziwej miłości... Oglądałam te romansidła, płakałam z ich szczęscia w połowie filmu...
A na koniec co ? Beczałam bo ktoś umarł i myslałam "Kierwa, to takie realnia czy co ?", "Jak się zakocham to też będę ciarpiała?"
I potem kolejne romansidło... Fantastyczny poczatek i... śmierć, tragedia. Kurde.
Czemu nie wykończy ich choroba weneryczna? Widzowie by się uczyli zakładać kondomki.
A tak to uczą się... Hmmm. Ale czego?
Chyba tego, że życie nie zawsze jest piękne, że się cierpi. Tylko że w tych filmach mało kto cierpi bo jest tysiące kilometrow od ukochanej osoby... A to zdarza sie w realnym świecie.
Rozstania, jakies traumatyczne zdarzenia.
Szkoda, że w filmach o miłości jest tak mało realizmu. Szkoda, że ludzie nie kłócą się tam bo naczynia nie pozmywane, bo skarpetki turlają się po podłodze. Jak się pokłócą to już na amen. A mogłaby być scena kłótni o skarpetki męża, a żona by mu wybaczyła i powiedziała "Kochanie, zdarza się"
Albo lubię to, gdy spotkają się po 20 latach i zaraz wskakują sobie do łóżka. Ale ja nieładnie pisze...
Czego uczą nas jeszcze takie filmy  ?
Może tego, że przeznaczenie istnieje, że warto drugiej połówki szukać blisko, ewentualnie ona sama nas znajdzie. Idziemy sobie ulica... tup tup. Przypadkiem niesiemy styrte encyklopedii i wpadamy na potencjalnego ukochanego/ukochaną. Ważące tonę encyklopedie wznoszą się do góry. Napotkana osoba zostaje nimi zmasakrowana. Leży nieprzytomna... Pierwszy pocałunek w postaci sztucznego oddychania. To brzmi bardziej realnie niż zeszyciki w gorze, jeszcze facet pomoże babce... Chyba, że okaże się ciotą i powie "Jak łazisz!".
Ogólnie to się rozpisałam.
Powiem tyle: nie bierzcie pod uwagę romansideł jako idealnym zwiazków bo...eh. Czasem to aż śmieszne bo takie bajkowe.
Do następnego!

sobota, 18 lipca 2015

Urodowo: Moje Hakuro!

Hej.
Jak leci ? U mnie nudziaszki. Mam okropne rozkminy. Tak dużo ubrań, walizka taka mała. Mimo że w wykorzystywaniu każdego milimetra w walizce jestem chyba dobra to nie znoszę się pakować. Wybiorę część ciuchów, druga grupa na pewno jest smutna. I tak cały czas, non stop.

Dziś recenzja moich kochanych pędzli do makijażu Hakuro. kocham je, kocham, kocham, kocham.
Są genialne, delikatne, puchate.
W swojej kolekcji mam 4 i z każdego jestem zadowolona. Kupiłam je na allegro i łącznie wydałam na nie ok 120 zł. Pokaźna suma, jednak uważam, że warto. Jest to bez żadnych wątpliwości zakup na długie lata.
Są solidnie wykonane z materiałów najwyższej jakości.


 Jednym z nich jest Hakuro H50s. Jest przeznaczony do podkładu i sprawuje się świetnie. Delikatnie nakłada podkład bez żadnych smug. Ja używam też go czasem do pudru. Również sprawuje się świetnie.
Jest poręczny,  solidnie wykonany. Nie wypadł z niego ani jeden włosek, a używam go od kilku miesięcy :) Nie mam problemu z jego myciem. Wszystko jak najbardziej na tak ! (na zdj ten po prawej)



Hakuro H24- moje cudeńko od różu ! Świetnie nakłada róż i jest mega miękki . Nie pozostawia smug, Bardzo łatwo go umyć, łatwiej niż H50S, ale wiadomo że chodzi o inną konsystencje produktu. Polecam ! (na powyższym zdj po lewej :) )

H77 - ideał do blendowania. Cudownie rozciera cienie. Nie trzeba być specjalistą aby tym pędzlem nałożyć mazidełka perfekcyjnie. Wydaje mi się, że to MUST HAVE każdej dziewczyny, która cieniami bawić się lubi. Jest fantastyczny i solidnie wykonany. Włoski nie wypadają nawet podczas mycia. Czego chcieć więcej. (ten po lewej)


H 80- mały kuleczkowy pędzel z zaostrzoną końcówką. U mnie sprawdza się do nakładania cienia na górną jak i dolną powiekę. Fajnie rozciera eyeliner w żelu. Jest bardziej perfekcyjny niż H77. Można nim również  rozcierać cienie, to taka miniaturka pędzelka do blendowania/rozcierania. :)

Pędzle z całego serduszka polecam !

Rozważam jeszcze zakup pędzelka do brwi tej firmy i czegoś większego do podkładu, chciałabym porównać większy np. Hakuro H50  z H50s. Jednak na razie jestem oddana tym.

Jeśli chcecie abym zrobiła oddzielny post o myciu pędzli dajcie znać ! Warto wiedzieć jak o nie właściwie dbać :) I może coś o pakowaniu walizki... Hmm..

Pozdrawiam,
Paula.

piątek, 17 lipca 2015

Historia zamknięta w kilku ujeciach part 3

hmm. Co się dzieję...
Albo brak złych filmów, albo napotykam same dobre. Ostatnio nie obejrzałam filmu, którego bym NIE chciała polecić.
 Wszystko w miarę ogarnięte.
Dziś kolejna porcja filmowych cudów.
 Nie wiem o czym pisać post ? Obejrzę film i już wiem ! Szukam nowinek, ale chętnie wróce też w wolnym czasie do staroci :)

Przytrafiło mi się obejrzeć "Wiek Adeline" (2015) okrzykniety przez wielu hitem. Film może i jest fajny, ale ja spodziewałam się troche czegoś innego. hmm. Sama nie wiem.
Cała historia fajna, dość baśniowa.
Czekałam długo na ten film, ale czegoś mi tam brakowało. Sama nie wiem czego. Może innego zakończenia?
Retrospekcje na plus. Fajnie odwzorowane style innych dekad.
Aktorzy dobrze zagrali swoje role. Nic dodać, nic ująć.
Ogólnie zachęcam do obejrzenia tego filmu !



"Dzika droga" z 2014- totalne zaskoczenie. Nie spodziewałam się po zwiastunie, że film może być tak fajny. Strasznie głęboki i życiowy dramat o ile tak to moge nazwać. Troszkę tajemniczy. Pewna kobieta po przejściach życiowych wyrusza w dlugą podroż po pustyni, górach SAMA. Twarda babka. Wspomina swoje zycie, wyciaga pewne wnioski.  Film zaskakujący jak dla mnie. Główna postać grana przez Reese Witherspoon świetna. Zachęcam do obejrzenia ! Można troszkę nauczyć się życia !



"Dla Ciebie wszystko"- romansidło. Niby wszystko ok, ale tak troszkę zajeżdża monotonią biorąc pod uwagę inne filmy na podstawie powieści Sparksa . Mimo wszystko i tak mi się podobał, hmmm. romantyczka chyba ze mnie. Jednak im więcej ogladam takich filmow tym bardziej uodparniam się na łzy. 
 Polecam jak najbardziej. Przyjemnie sie ogląda. przystojny James Marsden i jego czterodniowy zarost . Luke Bracey tez niczego sobie. Jest na co popatrzeć. 
Zakończenie zaskakujące, ale przeczuwałam jak się to wszystko potoczy. Juz mówiłam - Sparks pisał romansidła na jeden rytm.
Ostatecznie polecam. 


W tym tygodniu udało mi się także obejrzeć "Pianistę" z 2002 roku. Słyszałam ogrom pozytywnych opinii na temat tego filmu że świetny, fantastyczny, jeden z lepszych. Dla mnie po prostu dobry. I tyle. Lubie oglądać filmy wojenne, ale ten mnie jakoś nie zachwycił. Może dlatego, że "Lista Schindlera" wysoko postawiła poprzeczkę. Nie podobała mi się gra Adriena Brody, wcielającego się w postać Pianisty. Był taki bez życia, drażnił mnie trochę. 
 Mnie film nie zachwycił, ale może kogoś z was ? Chciałabym znać wasze opinie na ten temat :) 
Ważne, że film ukazywał coś ważnego. Można obejrzeć :) 



Obecnie czekam z niecierpliwością na "Papierowe miasta" i na "Dziką drogę". Filmy z miłością w roli głównej. :)
Tymczasem pozdrawiam i do następnego!
Paula !

wtorek, 14 lipca 2015

10 powodów dlaczego warto kupować w lumpeksach.

Heej.
Dziś będzie odmienny post, coś co chodzi mi po głowie od dawna. Ciucholandy, Szmateksy, Lumpeksiki kochane. Moja miłość nr... niech będzie 2.
Żyjemy w takich czasach, że ciuchów w sklepach pod dostatkiem. Ogrom sieciówek, które tak na prawdę oferują rzeczy... na jeden krój... To samo wszędzie.. wieje nudą. Kupisz coś i zaraz milion osób ma identyczną rzecz. I bądź tu człowieku oryginalny ! Niektóre sklepy natomiast mają takie ceny, że ohohoh
Uwielbiam lumpeksy. Dlaczego ? Powody będą poniżej.
Jakoś nie mam wstrętu, żeby tam cokolwiek kupować. Bo wiecie... pralki wynaleźli.
Rzadko bywam w "normalnych" sklepach. Jak trzeba kupić sukienkę czy buty to już poświęcę się i pójdę, ale jakieś 80-90% mojej szafy to używacze.
Nie widzę sensu w nabywaniu drogich ciuchów na jeden sezon :)

Dlaczego warto chodzić do SH ?

1. Nigdy nie wiesz, co tam spotkasz. Ta nutka tajemniczości mnie tam przyciąga. To zaskoczenie...
2. Zero monotonii, fajne, niepowtarzalne ciuchy.
3. Kupisz jedną rzecz, możesz mieć pewność że nikt wokół nie będzie miał takiej samej
4. Ciuchy świetnej jakości za grosze. Po co przepłacać w sieciówkach, skoro w SH ciuchy nie są gorsze jokościowo (wręcz przeciwnie).
5. Ta satysfakcja, gdy znajdziesz coś drogiego i markowego, a nie zapłacisz więcej niż 10 ziko.
6. Możesz szpanować, że masz coś H&M, River Island, Primarka.
7. Szukasz, szukasz.. albo znajdziesz coś albo nie. Ale ile kalorii się pali !
8. 30 zł - 1 rzecz w normalnym sklepie (często na promocji), 6 rzeczy w SH
9. Kupując takie ciuszki nie szkoda Ci ich na zabawę. Można je przerabiać, malować, ciąć. Co tylko chcecie.
10. I te promocje. W wyznaczone dni dostawa, -50%, a potem wszystko po 1 zł. uhuhu ! Szaleństwo.

Dobra, trochę teorii już było. Czas pokazać moje zdobycze, abym nie była gołosłowna.





Katanka z F&F. Cena: 5 zł. 
W SH zdobyłam jeszcze druga katankę, tamtą przerobiłam :Efekt zobaczycie TU!


Plecaczek skórzany, miałam kupić sobie coś podobnego z Primarka za 60 zł, ale wygrzebałam go za... 10 zł. Jeden z moich droższych zakupów w SH ever.


Koszula mgiełka z nieznanej mi firmy KLOSET za 3 zł. Jest asymetryczna. można ją zawiązać na boku, włożyć w spodnie albo zostawić tak. Efekt fajny. 



Koszulka na ramiączka z TOPSHOP. Kosztowała ok. 3zł

To tylko garstka tego co mam z SH.  Wybrałam rzeczy, które miałam pod ręką :) 
Jeśli będziecie chcieli chętnie zrobię kolejny post z moimi lumpeksowymi perełkami.  

Wybaczcie za średnią jakość zdjęć. Nie planowałam dziś pisać posta. Za oknem deszcz, a zdjęcia były robione w sztucznym oświetleniu :)

A Wy, uważacie że warto chodzić po używaczach ? Macie jakieś doświadczenia ? Bez wstydu proszę !
Paula !


piątek, 10 lipca 2015

Pogadanko: Born to die, czyli o miłości.

Witam.
Filozoficznych rozterek ciąg dalszy.
Born to die... Bo taka jest prawda, bo na tym to życie ludzkie polega. Po co ? Dlaczego? Jak...?
hmm. Nie wiem.
Siedzę i słucham ukochanej Lany Del Rey. Boska kobieta, cudowna, piękna i ten głos. To znaczy no. Wolę mężczyzn... Ale piosenki ma życiowe. Zapewne przyznacie mi rację.
Niby "Born to die", a jednak ludzie do czegoś w tym nędznym życiu dążą. Pragną czegoś.
MIŁOŚCI.

Ok. miłość, fajnie.. Przystojny chłop z sześciopakiem, zarostem trzydniowym, z BMW białym jak śnieżek... O kasie nie wspomnę i o pracy zajebistej... No. I pewna osoba ma takie marzenia i chce takiego. Serialowa wizja. Romantyczne spojrzenia w pracy, drogie prezenty..
A potem przychodzi rozczarowanie bo takowa niewiasta nieszczęśliwą jest. Potrzebuję miłości, ale każdy mężczyzna jej nie odpowiada, bo oczy nie te, włosy nie blond... A to pieniędzy za mało.
Nie chce nikogo obrażac ale taka dziewczyna leci na kasę... jest pusta.
Nasz świat jest przepełniony dziwnymi sprawami i takie coś też się zdarza.
A tak na prawdę to czy te wszystkie materialne rzeczy są ważne ?
Nie sądzę.

Wydaje mi się, że aby facet mógł zauroczyć nas i rozkochać w sobie nie musi szastać kasą na lewo i prawo. Czy skromność nie jest piękniejsza ? Czy zaradność nas nie pociąga ?
Po co mieć wizję nie z tej ziemi.:"O mój książę w białym BMW, bądź blondynem, miej dużo kasy. Kupuj mi kwiaty co tydzień".

Nigdy nie miałam wizji na piękną miłość, kwiaty, miłe słówka. Może po prostu nie wiedziałam jak to jest się zakochać. I nadszedł ten moment. I jest piękniej niż w moich niedoszłych marzeniach.
Czy chodzi o śliczne kwiaty które dostaje z okazji i bez okazji? Nie tylko.
Te piękne spojrzenia które przeszywają mnie całą. Te wszystkie drobne sprzeczki, które nas umacniają. Wszystkie szczere rozmowy po nocach. Te... kilometry. Bo 2 tys kilometrów to trochę jest. Niby osobno, ale cały czas razem. Człowiek docenia każdą chwilę obok tej osoby. Każda sekunda jest piękna.

Teraz do osób które mają partnerów: Czy doceniacie swoje drugie połówki ? Czy jesteście im wdzięczni za każdy drobiazg ?
Ludzie często wygadują sobie bo kwiatów za mało, randek niewystarczająca ilość.  Warto doceniać nawet najmniejszy gest, każdy uśmiech, pomoc, każde droczenie się, łaskotki. Wtedy życie jest piękniejsze.


Życzę każdemu miłości w której charaktery pokochają się jako pierwsze, wygląd i cała reszta już później :)
Obiecuję, że już wkrótce więcej postów urodowych i DIY. Przesadzam ostatnio z pogadankowymi rozmyśleniami :)
Paula !



czwartek, 9 lipca 2015

Z pamiętnika młodej zielarki: Coś skrzypiącego na włosy.

Hej !

Lato... Słońce... A moje włosy przesuszone... Taka powtórka z rozrywki. Co roku w słoneczne dni mam problem z sianowatymi końcówkami. A może to wina zmiany ubarwienia włosów ... 
To już taki rytuał. 
Co roku też szukam nowych sposobów i lubię sięgać po nowe ziółka. W zeszłym roku była pokrzywa, a tym roku jest... tum turu rum. Skrzyp polny. 
Znajoma nazwa? Tak tak. Składnik tych wszystkich pigułek na włosy, skórę i paznokcie. Mam zamiar go wypróbować, ale w postaci jak najbardziej naturalnej. Rósł on na pięknej łące, podreptałam tam, zerwałam i zasuszyłam. 

Zaraz zaraz. Może przybliżę tak ogólnie co to jest i jakie ma właściwości.  
"Skrzyp polny (łac. Equisetum arvense) to roślina lecznicza, która rośnie dziko w Polsce – spotkać go można na wilgotnych łąkach, polach, miedzach, kartofliskach, przydrożach, skarpach, nasypach kolejowych."
http://www.poradnikzdrowie.pl/

Taka oto roślinka, na pewno kojarzycie. Jeszcze z lekcji biologii pamiętam, że jest ona nasycona krzemionką, zamiera kwasy organiczne i garbniki, a także wiele innych pierwiastków . 
Ma ogrom zastosowań i szczerze, nie chce się rozpisywać. Zależy mi tylko na jej działaniu na stan włosów. Resztę znajdziecie TU!


A więc. Udumałam sobie, że z tej oto roślinki będe robiła płukankę do włosów. W jaki sposób zapytacie ? W bardzo prosty.  Zasuszyłam roślinkę, następnie gdy już była suchutka delikatnie pocięłam i włożyłam do słoika. Oto moje zbiory. :)


Teraz wystarczy tylko odrobinę suszu zalać wrzątkiem i czekać aż napar ostygnie. Pozbywamy się fragmentów roślinki z wywaru. Następnie umyte włosy opłukujecie nią :) Myślę, że wiecie o co chodzi. 
Można też napar wlać do rozpylacza i psiukać na włosy. 
Takie działanie ma zapobiegać wypadaniu włosów, wzmocnić cebulki, a także załagodzić podrażnienia skalpu, w tym zmniejszyć wydzielanie łoju. Zobaczymy czy pomoże :) 
Wiem, że takie ziołowe kuracje mogą przynosić rezultat po długim czasie, jednak postaram się wykazać cierpliwością :) 

Dodam też, że roślina ta jest także dobra na rozdwajające się paznokcie. Wystarczy, że w chłodnym naparze będziemy moczyć dłonie ok 20 min i czynność powtarzać 3-4 razy w tygodniu.

Jednak obstawiam, że większość z was wolałaby sięgnąć po gotowy suplement. Czyż nie mam racji ? W aptekach bądź innych sklepach można dostać gotową herbatkę ze skrzypu. Pił ktoś ? 

Pozdrawiam !

poniedziałek, 6 lipca 2015

Garstka zdjęć, odrobina fantazji.

Hej. 
Dziś będzie typowy post ze zdjęciami. Będą to zdjęcia nie tylko z ostatnich dni. Wygrzebałam folder z moją twórczością i postanowiłam, że się nią z wami podzielę. Ogólnie to lubię fotografować, fajnie tak czasem wyjść i otworzyć swój umysł na cały świat, poszukać czegoś zwykłego a niezwykłego jednocześnie. Jeszcze bardziej niż robić zdjęcia lubię się nimi bawić, przerabiać. To fajna zabawa na długie wieczory :)
Efekty mojej pracy poniżej. 






Liczę na szczerą ocenę :) 
Pozdrawiam,
Paula. 




sobota, 4 lipca 2015

Pogadanko: Szczypta irytacji.

Ehh.
Jak mnie to drażni, jak mnie to wkurza, gdy człowiek żyje na tym świecie i się go boi. Irytuje mnie gdy ktoś sam nie wie czego chce, gdy ma jakieś bajkowe scenariusze i myśli że będzie fantastycznie i beztrosko całe życie. Człowieku, obudź się.
Życie to nie jest bajka. To ostra walka o lepszy byt.
Zawsze nie lubiłam osób niezdecydowanych, ale w sumie... chyba sama taka jestem. Może nie w każdym aspekcie życiowym, ale jestem. Wiem jednak do czego dążę, niezależnie co mówią inni ja wiem czego chcę.
Może to mój ciężki charakter, a może po prostu pewien stan umysłu. Różne wydarzenia mają wpływ na ludzkie zachowanie.
Po co to pisze ? Hmm.. Sama nie wiem. Może lekka potrzeba wywalenia swej irytacji na karty bloga. Wczesniej tego tu nie robiłam, ale czy nie mogę robić nowych rzeczy ?  Mogę! I będe je robić.
Taki mały apel do ludzi bojących się życia. Czego tu się bać ? Po co też kreować baśniowe scenariusze ? Życie z natury nie jest bajką, ale może się nią stać gdy tylko będziemy tego chcieli. Nie chodzi o pieniądze, o bogatego chłopaka czy inne rzeczy materialne, ale o własne szczęście.
Odrobina szczęścia, a niemożliwe staje się możliwe.
Czy jestem szczęśliwa ? Jestem. Co mi to dało ? Inaczej patrzę na świat . Wiem, że potrafię. Wiem, że ktoś pomoże.


Łapcie zdjęcie z Wrocławia zrobione na początku kwietnia. To nic, że jest ok 600 km od mojego domu. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby się tam wybrać na kilka godzin.  Akurat zaczęłam wspominać. Jeden dzień a tyle szczęścia i jeszcze więcej uśmiechu. Z całego serca polecam dłuugi spacer ulicami Wrocławia :)


Pozdrawiam !


piątek, 3 lipca 2015

DIY: Finger ring bracelet

Hej. 
Jak tam mijają wakacje ? Mi całkiem sympatycznie. Ogólnie to cały czas w domu, najczęściej na łóżku z kolanem położonym na poduszce. Czasem wyjdę do ogródka po truskawki, ale rzadko bo ile można je jeść. Chyba mi się znudziły.  
Często przeglądam jakieś strony, również Wasze blogi. Lubie też YT, a czasem sklepy online i stwierdziłam, że inspiracje można znaleźć WSZĘDZIE. Trzeba tylko chcieć. 
Dziś małe DIY, pomysł wpadł, gdy przeglądałam jakiś sklep z biżuterią. Stwierdziłam że coś takiego zrobię. 
Otóż potrzebny jest jakiś łańcuszek, mój był rozerwany w kilku miejscach i nie mogłam go szczepić. 
Przydadzą się nożyczki i małe kółeczka do łączenia.
 Zobaczycie niżej o co chodzi. 

Oto mój łańcuszek.
Na początku z połowy zrobiłam bransoletkę. Doczepiłam kółeczka do przypinki. Sprawa prosta. 
Druga część podzieliłam na 3 części (tak jak na zdjęciu) i szczepiłam za pomocą małego kółeczka.
Do bransoletki za pomocą 2 kółeczek przyczepiłam serduszko, mniej więcej w jej połowie.
Do serduszka przyczepiłam łańcuszek zrobiony wcześniej. Posłużyło mi do tego kolejne kółeczko do łączenia :)  
I co nam wyszło ? 
Oto efekt końcowy !

Jak wam się podoba ?
Fajny pomysł aby ponownie wykorzystać biżuterie która jest zniszczona i nie chcemy jej wyrzucić np. ze względu na sentyment. 
Można też pobawić się koralikami. Na pewno w najbliższym czasie spróbuje, a tym  czasem pozdrawiam i życzę miłego dnia !

Paula !